Fundusze dają zarabiać. Ale nie każdemu.
Na funduszach można zarobić. Nie odkrywam tutaj żadnej ameryki. Kwestia, na którą chciałbym jednak zwrócić uwagę to fakt, że zarobek bardziej zależy od inwestora a nie od zarządzającego funduszem. Jak to możliwe? Czytaj…
Najbardziej ogólny podział funduszy można sprowadzić na te podejmujące ryzyko, a więc inwestujące w akcje oraz te uciekające od ryzyka, a więc rynku pieniężnego. Te pierwsze, przyjmijmy na użytek tego artykuły, że będziemy je nazywać akcyjnymi, zarabiają w warunkach giełdowej hossy, tracą w warunkach bessy. Z kolei fundusze rynku pieniężnego zarabiają w każdych warunkach, ale zawsze jest to zarobek skromny.
Punkt, na który chcę postawić nacisk jest następujący. Fundusz akcji zawsze traci w bessie i zawsze zyskuje w hossie. Zarządzający takim fundusze nie robi więc nic nadzwyczajnego. Po prostu alokuje zebrane z rynku pieniądze w sposób ogólnie wskazany przez statut funduszu. To, że inwestycja przynosi straty będzie zawsze tłumaczone złą koniunkturą. Zarządzający nie ma więc żadnej odpowiedzialności. Kto ją ma? Ty, drogi kliencie. Tylko to. I tutaj twki cały szkopuł. To decyzja klienta, jego ocena, czy bardziej prawdopodobne są wzrosty, czy spadki determinuje powodzenie inwestycji. TFI w klasycznym wydaniu (nie mówię tutaj o funduszach hedgingowych, aktywnej alokacji) nie jest królem Midasem złocącym wszystko, czego się dotknie. Jest raczej administratorem pieniędzy powierzonych przez klientów indwywidualnych.
Umiejętna żonglerka pomiędzy funduszami bezpiecznymi i ryzykownymi, a więc między funduszami rynku pieniężnego i akcji może dać efekt w postaci godziwych zysków. Strategia kup i zapomnij w przypadku jednorazowego ulokowania większej kwoty zawsze będzie zła. Trzeba będzie bowiem znaleźć moment wyjścia z inwestycji. I chociażby ten fakt zmusza klienta do myślenia. Powstrzymanie się od tego może spowodować, że pieniądze prześpią kilka okresów hossy i po długoletnim zaleganiu w funduszu będą realnie mniej warte niż na początku inwestycji.
Kliencie, decyzja zatem w Twoich rękach.
Kris